Dla mnie nie ma „zwykłego” latania, bo całe latanie dla mnie jest niezwykłe i dlatego to robię. Zawodniczą karierę zaczynałem dość nietypowo, bo od akrobacji. Moje pierwsze zawody w życiu to były zawody akrobacyjne – w 2001 roku w Mielcu. To był chyba mój trzeci czy czwarty sezon latania, a ja byłem tam najmłodszym zawodnikiem. Jak przyjechałem do Rybnika, to popatrzyli na mnie ci hanysi i mówią: „Ty synku to wsiadaj do Pirata i na termika, a nie do Foxa na akrobacje”. Zacisnąłem zęby, spędziłem dwa dni pod samolotem holującym czyszcząc go z oleju i w końcu zacząłem się szkolić.

Pewnego dnia postanowił, że będzie się utrzymywał z akrobacji szybowcowej i dopiął swego. Od tamtej pory dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata w tej wymagającej dyscyplinie. Ale to nie przyszło samo. Z Maćkiem spotkaliśmy się w Aeroklubie Warszawskim, w miejscu gdzie zaczynał, aby opowiedział jak do tego wszystkiego doszło i pokazał nam obie strony medalu.

Jak się zostaje mistrzem świata?

Potrzeba dużo pracy i chęci, żeby pokonać wszystkie trudności – niekoniecznie związane z samym lataniem, czy startowaniem w zawodach. W tym sporcie nie jest łatwo znaleźć pieniądze na treningi i zgrupowania. Są jedną z głównych przeszkód.

A jak się zostaje pilotem? Jak ty zostałeś pilotem?

To jest dobre pytanie, bo mój dziadek był kapitanem żeglugi wielkiej, a ja od małego pływałem – nawet w regatach. Ale chyba mieszkałem za daleko morza, bo tutaj po drugiej stronie lotniska, jakieś pięć kilometrów stąd. Dziadek dał mi kapitańską lornetkę, a ja zamiast oglądać przez nią statki i żaglówki, których tu nie ma, oglądałem szybowce latające na Bemowie. Od małego kleiłem modele szybowców i samolotów. Później były paralotnie, technikum lotnicze… Całe moje życie kręciło się wokół lotnictwa. Przyszedłem do aeroklubu, gdzie zrobiłem kurs szybowcowy. I gdy już przyszedłem raz, to potem trzysta dni w roku spędzałem na lotnisku.

czytaj więcej:

http://www.redbull.com/pl/pl/stories/1331727479827/maciej-pospieszynski-szybowce-wywiad